Mąż umarł w lipcu. We wrześniu zadzwonili ze szkoły jazdy: kurs opłacony w czerwcu, “dla Natalii – pan prosił, żeby…

nie szukałam w jego kieszeniach niczego poza chusteczkami.Zadzwoniłam do Justyny tego samego wieczoru.

– Mamo, może to pomyłka – powiedziała natychmiast. – Pewnie się pomylili z nazwiskiem.

– Karcz, Justyno. Natalia Karcz.

Przez chwilę było cicho.

– To jeszcze nic nie znaczy – dodała ciszej.

Ale obie wiedziałyśmy, że znaczy.

Następnego dnia pojechałam do szkoły jazdy. Mały lokal w centrum, przy rynku. Młody instruktor, ten sam głos z telefonu, spojrzał na mnie z niepokojem, kiedy przedstawiłam się jako żona.

– Nie mogę podać danych kursantki – powiedział. – RODO, pani rozumie.

Rozumiałam. Ale zapytałam o jedno – czy Bogdan przyprowadził Natalię osobiście.

Chłopak zawahał się. Potem powiedział cicho:

– Tak. Byli tu razem w czerwcu. Pan Karcz powiedział, że to prezent urodzinowy dla córki.

Dla córki.

Wróciłam do domu i zaczęłam szukać. Nie w szufladach, nie w szafie – wiedziałam, że Bogdan był zbyt ostrożny na takie błędy. Poszłam do garażu. Do metalowej skrzynki z narzędziami, tej zakręcanej na śrubę, do której

Comments

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Privacy Policy