nie szukałam w jego kieszeniach niczego poza chusteczkami.Zadzwoniłam do Justyny tego samego wieczoru.
– Mamo, może to pomyłka – powiedziała natychmiast. – Pewnie się pomylili z nazwiskiem.
– Karcz, Justyno. Natalia Karcz.
Przez chwilę było cicho.
– To jeszcze nic nie znaczy – dodała ciszej.
Ale obie wiedziałyśmy, że znaczy.
Następnego dnia pojechałam do szkoły jazdy. Mały lokal w centrum, przy rynku. Młody instruktor, ten sam głos z telefonu, spojrzał na mnie z niepokojem, kiedy przedstawiłam się jako żona.
– Nie mogę podać danych kursantki – powiedział. – RODO, pani rozumie.
Rozumiałam. Ale zapytałam o jedno – czy Bogdan przyprowadził Natalię osobiście.
Chłopak zawahał się. Potem powiedział cicho:
– Tak. Byli tu razem w czerwcu. Pan Karcz powiedział, że to prezent urodzinowy dla córki.
Dla córki.
Wróciłam do domu i zaczęłam szukać. Nie w szufladach, nie w szafie – wiedziałam, że Bogdan był zbyt ostrożny na takie błędy. Poszłam do garażu. Do metalowej skrzynki z narzędziami, tej zakręcanej na śrubę, do której






Comments