Mąż umarł w lipcu. We wrześniu zadzwonili ze szkoły jazdy: kurs opłacony w czerwcu, “dla Natalii – pan prosił, żeby…

ze mną nie kontaktowała. Że utrzymywał Natalię od urodzenia. Że Natalia wie, kim jest jej ojciec, ale nigdy go nikomu nie przedstawiała. Że płakała, kiedy się dowiedziała, że umarł.

Ostatnie zdanie listu brzmiało: “Natalia chciałaby kiedyś poznać swoją siostrę. Jeśli pani pozwoli.”

Pokazałam ten list Justynie. Przeczytała go dwa razy. Potem wstała, nalała wody do czajnika i powiedziała:

– Muszę to przetrawić. Daj mi tydzień.

Minął tydzień. Potem drugi. Justyna nie wróciła do tematu. Ale kiedy ostatnio była u mnie na obiedzie, zostawiła na stole kartkę z jednym zdaniem: “Znajdź mi jej numer.”

Czasem wieczorami siadam w kuchni i patrzę na zdjęcie Bogdana na lodówce – to z działki, w koszulce w kratę, z konewką w ręku, uśmiechnięty. Trzydzieści dwa lata myślałam, że znam tego człowieka. Znałam jego nawyki, jego sposób jedzenia zupy, dźwięk jego chrapania. Nie znałam go.

A jednak – kiedy patrzę na to zdjęcie z konewką, nie potrafię go znienawidzić.

Comments

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Privacy Policy