Mąż wynajął moje mieszkanie bez zgody. Nie znał prawdy

najemcę — powiedziałam, patrząc przez przybrudzone kuchenne okno. — Wziął zadatek za cały rok. Podpisał jakąś bezwartościową umowę we własnym imieniu.

Przez chwilę panowała cisza.

— Rozumiem — odpowiedział w końcu Pasza. — Mam przy sobie wypis z Rosreestru. Samolot przylatuje do was za cztery godziny. Siedź w domu i niczego nie ruszaj. Sam wszystko załatwię.Walizka rzucona w błoto

Przed budynkiem pachniało gnijącymi liśćmi i benzyną. Padał drobny, przenikliwy deszcz.

Obok schodów wejściowych, tuż przy rurze spustowej, stały trzy moje plastikowe pojemniki z książkami i dwie duże torby w kratę.

Na jednej z nich leżał mój zimowy płaszcz. Jego dół był wciśnięty prosto w mokry, szary piasek.

Obok kręciła się Raisa Andriejewna w rozpiętej kurtce, ściskając rolkę worków na śmieci.

Ilja wyciągnął z klatki moją starą, szarą walizkę na kółkach. Tę samą, z którą jeździłam kiedyś do babci.

Jego twarz błyszczała od potu, a oczy płonęły gorączkową, złośliwą satysfakcją.

— Twoje rzeczy są na śmietniku! Wynajęliśmy

Comments

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Privacy Policy