Siedział przy stole, jakby ćwiczył ten ton całą noc – pewny siebie, a jednak drżący.
Po cichu włączyła czajnik. To była ciężka noc. Nie żeby płakała – nie. Po prostu długo wpatrywała się w sufit, myśląc o tym, jak wszystko rozpadło się tak szybko, jakby ktoś pociągnął za sznurek, a cały ich dom zamienił się w namiot z kart.
„Usiądź” – Andriej skinął głową w stronę krzesła, ale ona nie usiadła.
„Mów” – odpowiedziała cicho.
Przesunął dłonią po stole, jakby chciał zmyć nieistniejący okruszek.
Zrozumiałem, że musimy działać inaczej. Bardziej dojrzale. Bardziej szczerze. Jesteśmy rodziną, a rodzina musi ze sobą współpracować.
Poczuła, że coś w niej trzeszczy, ale milczała.
„Więc…” – przerwał, starannie dobierając słowa. „Przenieśmy odziedziczone mieszkanie między siebie. Nie proszę o wszystko. Tylko o połowę. Żeby poczuć się bezpieczniej. Żeby żyć spokojnie, bez tych ciągłych podejrzeń i scen”.
Zanna powoli odwróciła się ku niemu, jakby obawiała się, że nagły ruch nadszarpnie resztki jej






Comments