Syn co miesiąc brał ode mnie 112 złotych na polisę na życie męża – “przez kolegę z PZU, mamo, wychodzi…

Trzy dni przed tym, jak zasnął w fotelu i już się nie obudził.

Siedziałam nad tym zeszytem chyba godzinę. Listopad dwa tysiące dwudziestego pierwszego. Dokładnie wtedy, kiedy według pani z okienka wszystko się skończyło. Zdzisiek zaczął liczyć w tym samym miesiącu. To nie mógł być przypadek. On wiedział.

Grzesiek przyjechał wieczorem. Nie zadzwonił, po prostu stanął w drzwiach, jeszcze w roboczej bluzie, i już po tym, jak zdejmował buty – powoli, za powoli – widziałam, że wie, po co go wołam. Nie powiedziałam ani słowa. Położyłam zeszyt na ceracie między nami.

Długo na niego patrzył. Potem przesunął palcem po okładce, po tym “G”.

– Tata naprawdę to zapisywał – powiedział cicho. – Mówił, że będzie. Myślałem, że żartuje.

– Ile? – zapytałam.

– Sześć tysięcy sto sześćdziesiąt.

Nie musiał liczyć. To mnie zabolało najbardziej. Że znał tę liczbę na pamięć.

Opowiadał, patrząc w stół. Dwa tysiące dwudziesty pierwszy. Warsztat ledwo się trzymał po tych wszystkich zamknięciach, jedna firma

Comments

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Privacy Policy