mam nie mówić. Że ty byś się zamartwiła o warsztat bardziej niż o pieniądze. I że byś mi jeszcze swoje dołożyła. – Podniósł na mnie wzrok. – Powiedział: “Oddasz mnie, nie jej. Ja będę liczył”.
Chciałam krzyknąć, że to nieprawda. Że niczego bym nie dołożyła. Ale siedziałam w tej kuchni czterdzieści sześć lat i wiedziałam, że Zdzisiek miał rację. Dałabym. Wszystko bym dała, a potem w nocy liczyła, na czym jeszcze oszczędzić. On to wiedział. I zamiast mnie przed tym ochronić, postanowił ochronić mnie przed prawdą. A ja co miesiąc kładłam kopertę przy talerzu, a on siedział obok, kroił sernik i wieczorem dopisywał kolejną linijkę w zeszycie.
Przez kilka dni nie odbierałam telefonów. Ani od Grzesia, ani od córki z Krakowa, która coś wyczuła w moim głosie. Sama emerytura ledwo starczała mi na rachunki i te trzydzieści tysięcy miały być moim spokojem. Spokoju nie było. Była złość – na syna, ale jeszcze bardziej






Comments